10 filmów i seriali, w których relacje nie są płaskie jak podeszwa

Filmowa śmietana

Nie wiem jak Ty, ale ja czasem jestem zmęczona wymuskanymi historiami z hollywoodzkich filmów i seriali, w których konwencja wydarzeń i relacji między ludźmi jest tak mdła, że po 10 minutach chce się wyjść z kina.

Co gorsza, Polska bardzo chętnie podłapała ten styl, a robiąc duże produkcje chętnie go pielęgnuje. Idealnym przykładem na to jest film „Listy do M”, który blado naśladuje brytyjską produkcję świąteczną „To właśnie miłość” (absolutny must na Wigilię) tworząc ckliwą papkę, w której nawet upadek bohaterki w krzaki jest do przewidzenia.

W moim przypadku zmęczenie tego typu produkcjami na pewno wynika również z tego, że oglądając je, przeglądam się w nich jak w lustrze, szukając analogii do mojego życia. W tym przypadku wyobrażenie vs. rzeczywistość bywa dotkliwa. W przeszłości zdarzyło mi się np. obejrzeć film romantyczny „The Notebook”, a następnie długo rozpatrywać czy mój związek jest wart zachodu, skoro nie piszę 356 listów przez cały rok, nie pływam łódką po jeziorze łabędzi, a następnie nie płaczę romantycznie  w strugach deszczu jak robi to urocza Rachel McAdams na widok ukochanego.

Brzmi jak bzdura nawet dla mnie, ale każda faza rozwojowa w życiu ma swoje wzloty i upadki 😉

 

W poniższym zestawieniu wrzucam tytuły filmów i seriali, które uciekły od amerykańskiej konwencji i w końcu pokazują relacje międzyludzkie w żywy i niebanalny sposób. Do każdego dodaję cytat, który moim zdaniem w prosty sposób punktuje każdy z nich,

SERIALE

 

  1. „The Affair” 7/10

Na początek ciężka pozycja. Portal filmweb.pl fabułę serialu opisuje krótko: „Opowieść o romansie, który doprowadza do rozpadu dwóch małżeństw.” Rzeczywiście romans jest poniekąd głównym wątkiem, ale tak naprawdę jest tylko pretekstem do pokazania tego, co ludziom wydaje się być szczęściem i tego jak starają się wypełniać tę wizję na co dzień.

To, co na pewno zasługuje na uwagę, to pokazywanie tych samych sytuacji z różnych perspektyw. To w wyraźny sposób odsłania tajemnice tego, jak bardzo różnimy się w postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości. Twórcy serialu postarali się, żeby ten zabieg nie był nużący, więc łykałam odcinek za odcinkiem, nie czując zmęczenia.

Na pierwszym roku psychologii na praktycznie każdym wykładzie usłyszysz, że nie ma czegoś takiego jak jedna prawda, jedna rzeczywistość. Każdy z nas pamięta co chce i widzi co chce. Tak krótko można skwitować serial „The Affair”, a resztę musisz zobaczyć sam.

 

I think people see what they want to see in other people.

 

 

  1. „Girls” 10/10

O tym, co najważniejszego nauczysz się z tego serialu pisałam tu ( 3 bardzo życiowe rzeczy, których nauczysz się z serialu „Girls” HBO ).

Krótko mówiąc, to serial o młodych ludziach, którzy starają odnaleźć się w nowej rzeczywistości po studiach. Jest zabawnie, totalnie niekonwencjonalnie, a o tym, że to wyjątkowy serial, którym trudno się znudzić może świadczyć fakt, że wszystkie sezony obejrzałam już 4 razy.

My life is a mess, and I know that that was a personal choice, but I feel like maybe it is time for me to unchoose that choice.

 

  1. „Terapia” 8/10

Ten serial to prawdziwa pożywka dla miłośników psychoterapii, ale również osób których interesuje drugi człowiek i motywy, jakie nim kierują.  Możliwe, że w którejś z tych historii zobaczysz siebie, swój sposób myślenia, maskowania uczuć. Nie znajdziesz tu porywających zwrotów akcji, czy niespodziewanych scen, a raczej wnikliwość w istotę ludzką i wiele ciekawych rozmów. Dla psychologicznych freaków jak znalazł 🙂 .

 

Feelings are not a philosophy. You either feel or you don’t. You can’t bullshit about it.

 

FILMY

 

  1. „Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham” 9/10

Kolejna pozycja dla miłośników trudnych rozmów, pierwsza polski film na mojej liście. Jeżeli nie jesteś miłośnikiem terapii, a mimo wszystko masz ochotę na prawdziwą dawkę emocji w mądrym i odważnym filmie, to musisz pochylić się nad tym tytułem.

Film jest spotkaniem matki z córką u wybitnego psychoterapeuty, w trakcie którego próbują poskładać na nowo swoje trudne relacje. Na koniec pękłam i płakałam, bo dosłownie przez wszystkie minuty tego filmu ogląda się w dużym napięciu.

Tu mały spoiler: Jak się później okazało, na ekranie oglądamy aktorki, które opowiadając historie opierały się na prawdziwych emocjach związanych z ich doświadczeniami w życiu. Nagrywanie prawdziwej sesji terapeutycznej jest nieetyczne i w związku z tym niedozwolone, dlatego zdecydowano się na tę formę. Stąd ogromna autentyczność i porażająca naturalność w odgrywanych scenach.

Nic w tym dziwnego, film wyreżyserował Paweł Łoziński, który lubi mówić o trudach w bliskich relacjach („Ojciec i syn”), a tu http://culture.pl/pl/artykul/pawel-lozinski-o-pulapkach-uczuc-wywiad możecie przeczytać z nim wywiad dotyczący jego osobistych doświadczeniach z terapią i tworzenia filmu.

 

„Ja chyba nie potrzebuję matki. Bo po prostu…gdzieś…za mało jej było”

 

  1. „500 dni miłości” 10/10

Jedna z najlżejszych pozycji na mojej liście.

Każdy z nas miał choć jedną sytuację w życiu, w której starał się wybiórczo słuchać, ignorować niepokojące sygnały, tylko po to, żeby spełnić swoje marzenie lub wizję idealnej przyszłości. Każdy z nas miał ukochanego, przyjaciela lub znajomego, którego urok powodował, że przestawaliśmy realnie widzieć jego osobę z całą gamą wad i zalet.

„500 dni miłości” mówi właśnie o takich relacjach, o miłości – niemiłości, która wychodzi tylko wtedy, kiedy obie strony zgadzają się na kompromisy.

Pamiętam, że wychodząc z kina z premiery, mój przyjaciel powiedział: „w końcu obejrzałem komedię romantyczną dla faceta”. Ja uważam, że jest dla każdego, znam wiele kobiet, które kochają ten film, ale musicie się sami o tym przekonać.

Ciepła, pełna humoru komedia, którą rekomenduję na wieczór. Raczej nie poruszy żadnej czułej struny, chociaż i mi się zdarzyło na nim bardzo płakać.

This is a story of boy meets girl, but you should know upfront, this is not a love story.

 

 

  1. „Nienasyceni” 7/10

Boska mieszanka świetnych aktorów, zmagań i emocji. Historia o starych miłościach, o pomieszaniu się ról, o namiętnościach, które potrafią zaburzyć każde życie w sielance i dobrobycie. Wiem, że jego kunszt może nie być zrozumiały przez miłośników amerykańskiego kina akcji, więc rekomendację kieruję tylko do koneserów, dla których obserwowanie prawdziwie utkanych relacji jest przyjemnością.

W filmie zagrała również znana z „50 twarzy Greya” Dakota Johnson. Odwzorowanie zblazowanej nastolatki wyszło jej tak dobrze, że dopiero pod koniec filmu zorientowałam się kim jest aktorka. To może stanowić dla Was wyzwanie 🙂 !

 

I fall in love with every pretty thing.

 

 

  1. „Mama” 10/10

Mój absolutnie ukochany film w reżyserii Javiera Dolana. Javier tworzy filmy wyjątkowe i kompletnie niestandardowe. Głównym wątkiem jest tu trudna relacja między synem a matką. Steve jest nastolatkiem, który po długim pobycie w zakładzie poprawczym wraca pod opiekę matki. Zderzenie ich trudnych charakterów, jest mieszanką prawie nie do zniesienia, a jednak udaje im się wytworzyć więź, która zaczyna żyć jakby swoim życiem, na własnych zasadach. Do tego dochodzi przyjaźń z sąsiadką, która również musi przełamać swoje słabości i lęki, żeby móc nawiązać z nimi normalną relację.

Byłam zachwycona każdą minutą tego filmu. Płakałam na nim zarówno ze szczęścia jak i smutku. Mocną stroną tej produkcji są aktorzy mało lub w ogóle nie znani, przez co film nabiera bardzo osobistego rysu.

 (…) Bo życie z nim jest jak ruletka. Wszystko gra. Dopóki nie gra

 

  1. Komuna” 9/10

Film oglądałam w kinie Muranów z dyskusją filozoficzną po seansie. To, co uderzyło mnie najbardziej to fakt, że mimo usilnych starań filozofa – prowadzącego ludzie po obejrzeniu filmu wcale nie chcieli rozmawiać o fabule z punktu filozoficzno-socjologicznego. W ustach każdego rozmówcy słyszałam wiele słów o emocjach, doświadczeniach, zmarnowanych oczekiwaniach każdego z bohaterów. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten film bardziej pobudza nasze serca niż rozumy.

„Komuna” opowiada o parze z kilkuletnim stażem, w którym żona zmęczona już wielkomiejskim stylem życia wpada na pomysł rozszerzenia horyzontów i założenia komuny w swoim domu.

To ciepła historia o przełamywaniu barier, w której na szali ważą się odpowiedzi na kluczowe pytania: czy naprawdę potrafimy żyć jako element większej całości, rezygnując z komfortu swojej prywatności? Czy potrafimy nie posiadać ludzi na własność? Czy gdybyśmy nie spróbowali, czy byłoby tak jak dawniej?

Pozostawiam Cię z tymi pytaniami i zachęcam do obejrzenia. Szwedzkie kino jest po prostu dobre.

 

Jesteśmy komuną. Czy nie możemy żyć po swojemu?

 

  1. „Musimy porozmawiać o Kevinie” 10/10

Moi najbliżsi przyjaciele ciągle są katowani o to, czy już go widzieli, więc nie mogłabym ominąć tego tytułu na liście :).

Podobnie jak w filmie „Nienasyceni” robotę robi tu genialna Tilda Swinton, chociaż nie ujmuje to reszcie ekipy aktorów, którzy również oddali pełen ciężar trudnych emocji, z którymi mierzą się przez całe swoje życie.

Fabuła jest iście amerykańska, ale dzięki szorstkim, niespiesznym scenom, staje się dziełem wybitnym i niezwykle artystycznym.

Film powstał na podstawie książki, która jest równie dobra. Trochę pomieszałam szyki i najpierw obejrzałam film, a dopiero później przeczytałam książkę i nie straciłam zainteresowanie ani jednym, ani drugim.

Tu znów mamy do czynienia z trudną relacją między dzieckiem a rodzicem. Po raz kolejny to więź między matką, a synem, która właściwie jakby nie istniała, a jednocześnie jest symbiotyczna jak diabli.

Polecam, polecam! Nie bójmy się trudnych filmów. Ten naprawdę wciąga jak makaron.

Just because you’re used to something doesn’t mean you like it.

 

 

  1. „Kieł” 9/10

Jestem pewna, że na słowa „podaj mi tytuł jednego dobrego, greckiego filmu”, nie wiedziałbyś co powiedzieć. Ja też miałabym ten sam problem, ale już mam na to odpowiedź. „Kieł” to historia, której nikt z nas nie chciałby przeżyć, ale każdy chciałby się dowiedzieć jak to jest.

Grecki film w szwedzkim wydaniu.

„Kieł” porusza trudny temat jakim jest całkowita izolacja ludzi od świata zewnętrznego. Tutaj mamy do czynienia z małżeństwem, które decyduje się na wykreowanie własnej rzeczywistości, wychowując w niej swoje dorosłe dzieci (!). W tym domu nie ogląda się filmów (oprócz tych domowych) ani telewizji, nie słucha się radia. Nie buduje się normalnych relacji z rówieśnikami, nie uczy w szkole, a cały dom żyje w przekonaniu, że dobry świat kończy się tuż za bramą.

Nie ma tu miejsca na spontaniczność, wszystko wygląda jak zesztywniały świat figur woskowych, które poruszają się według określonych reguł. Byłam zafascynowana tą realizacją, głównie dlatego, że dotyka psychologii w jej wynaturzonym wydaniu.

Ciężkie kino, ale bardzo wyjątkowe.

 

– Mamo, co to jest cipka?

– Cipka to silne światło. Na przykład: „Gdy wyłączamy cipkę, pokój pogrąża się w mroku.

 

Jestem ciekawa Waszych tytułów, co polecicie? A może kochacie komercyjne kino i macie przykłady naprawdę ciekawych produkcji. Czekam na Wasze pomysły!

You Might Also Like