5 rzeczy, które powiedziałabym młodszej sobie

Psychologia codzienności

Każdy wiek ma swoje prawa, ale i słabości. Jestem absolutnie przekonana, że niektórych spraw po prostu nie da się przyspieszyć – z jakiegoś powodu dzieją się właśnie w tym momencie i mam tu na myśli nie tylko wydarzenia, ale też to, w co wierzymy, co uważamy na temat świata.

Jest jednak kilka rzeczy, które mogłam powiedzieć młodszej wersji siebie i prawdopodobnie wszelkie trudności, pytania i wątpliwości mogłyby przejść nieco mniej boleśnie. Chodziło mi to po głowie od momentu jak przeczytałam wywiad z Susan Wojcicki (to ona wynajęła swój garaż do założenia marki Google, teraz jest wicedyrektorem firmy), która podobno brała udział w akcji: „Co powiedziałabyś sobie 20 lat młodszej?”. Susan mówiła, że zapewniłaby siebie, że interesowanie się wieloma rzeczami jest wartością i w tej kwestii byłaby dla siebie łagodniejsza. Bardzo mnie to poruszyło, bo mam podobne doświadczenia i od tej pory myślę – a co ja bym odpowiedziała, gdybym usłyszała takie pytanie?

Dziś chcę się tymi odpowiedziami z Wami podzielić. A nuż, potrzebujecie tych słów właśnie teraz!

1. LUDZIE MOGĄ ODCHODZIĆ I TO JEST OK

Przez całe lata mierzyłam się z wiarą, że każdą relację można naprawić, wystarczy poświęcić jej dużo czasu, rozmów i wyjaśnień. Teraz wiem, że była to młodzieńcza wizja idealnego świata, w którym każdy przyjaciel jest na całe życie, a wszystkie relacje można uzdrowić. Przez te uporczywe przekonanie przeżyłam wiele rozczarowań, bo coraz częściej okazywało się, że z niektórymi ludźmi mam już nie po drodze, a ja wciąż  próbowałam zrozumieć, rozmawiać, przeżywałam, opłakiwałam i…szłam dalej. Często dostawałam przez to po nosie, bo ktoś chciał odprawić mnie z kwitkiem, a ja walczyłam.

Po jakimś czasie zorientowałam się, że owszem opłakanie relacji jest normalne, bo tracąc kogoś (mimo, że nie umiera), przeżywamy pewnego rodzaju żałobę, to można przejść przez nią mniej boleśnie – puszczając to wolno. I przykro mi po raz kolejny to stwierdzić, ale cytat z Małego Księcia: „Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Kiedy do Ciebie wróci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie było” akurat w tym przypadku po prostu nie jest prawdą.

Jeżeli coś się skończyło, oznacza to, że było Twoje, ale tylko na chwilę. Na chwilę nie oznacza, że było fałszywe czy oszukane. Warto docenić ten czas wspólny i odpuścić zachłanność wieczności.

2. NIE OGLĄDAJ SIĘ NA INNYCH, WSŁUCHUJ SIĘ W SIEBIE

Inspiracja historią innych to całkiem coś innego, niż słuchanie ich i szukanie wzoru na swoje życie. Nie tak dawno poznałam młodszą od siebie dziewczynę, z którą się bardzo polubiłam. Dopiero skończyła liceum, zaczęła studia i już dręczyła się myślą „co mam zrobić ze swoim życiem?”, „kim mam zostać?”. Jest na początku swojej drogi zawodowej, a tak bardzo niepewna swoich (początkowych!) wyborów, słyszałam, jak stale pyta innych: „a skąd wiedziałeś, że chcesz robić to? A jak doszedłeś do tego, żeby tym się zajmować?”. W jej pytaniach była zaszyta prośba: wskaż mi drogę. Przyszłość ją przytłaczała i paraliżowała, bo była niewiadomą, którą JUŻ MUSI WIEDZIEĆ. Niestety miała problemy ze zdrowiem, a stres, który generowała w sobie spowodował, że trafiła do szpitala w strasznym stanie. Była zmuszona zwolnić i zadbać o siebie. Gdy jej ciało było tu i teraz, jej myśli już krążyły w tym co będzie. Ten rozstrzał kompletnie ją rozwalił.

Miałam bardzo podobnie, ale teraz wiem jedno – nie da się wszystkiego zaplanować. Życie to suma ludzi, których spotykamy, naszych pragnień i kompetencji, szans, które nas spotykają, okoliczności gospodarczo-ekonomicznych, ograniczeń. Jest na to tylko jedna rada – być blisko siebie, słuchać swoich marzeń, próbować i eksperymentować. Nie oglądać się na innych, tylko patrzeć co chcę robić JA, nawet jeżeli wydaje się to być trudne, nowe, niestandardowe. Wszystko też przychodzi w swoim czasie, zwykle, kiedy jesteśmy już na to gotowi.

3. NIE JESTEŚ GORSZA OD TYCH, KTÓRZY REALIZUJĄ TWOJE MARZENIE

Bardzo ważny punkt. Przez lata myślałam, że ludzie, którzy są w miejscu, o którym marzyłam, znajdują się tam bo mają większe zdolności, większe predyspozycje, są pewnego rodzaju nad-ludziami, lepszymi ode mnie.

Aż pewnego dnia poczułam, że świat mnie oszukał. Okazało się, że Ci, którzy robią to o czym marzę, po prostu to robią. Nic poza tym.

Tak naprawdę to nie świat mnie oszukał, tylko ja samą siebie przez wbudowane przekonania, które blokowały mój potencjał. Dopiero potem zrozumiałam, że owszem wszystkie te osobą są bardzo utalentowane, fajne, ciekawe, ale też po prostu robią to, co chcą. Wkładają czas i pracę w swoje pomysły, realizują je. Stosują skuteczne metody marketingowe, tworzą społeczności, mówią o sobie, pokazują się. Nie są lepsi, ani gorsi ode mnie.

4. TWOJA INTUICJA JEST KOZAKIEM

Krótko i na temat – czerpanie z intuicji okazało się miejscami bardzo uwalniające i wspierające. Mam tu na myśli głównie sprawdzanie jak się z czymś czuję, czy intuicyjnie chcę wchodzić w jakieś obszary zawodowe czy nie. Czy czuję się w relacji dobrze, czy coś mnie gniecie – i co to jest?

Moja intuicja jeszcze mnie nie zawiodła, więc oddaję jej hołd i dalej jej słucham.

5. PSYCHOSOMATYKA NIE JEST TYLKO MĄDRYM WYRAZEM

Mówi się, że szewc bez butów chodzi i chociaż studiowałam psychologię, realny wpływ psychosomatyki zrozumiałam dopiero po latach na własnym przykładzie.

Przez przynajmniej 2 lata zmagałam się ze strasznymi bólami nóg i bioder. Zaczęło się od drobnych „kontuzji”, aż do kompletnego zgięcia w pół, po których nie mogłam się wyprostować przez kilka dni. Podejrzeniem było przewianie i przepuklina. Później na przełomie roku zdarzyło się to kilka razy i kończyło tragicznie. Musiałam zrezygnować z ukochanego sportu (siatkówka) i jeździłam po lekarzach, prosząc o diagnozy i pomoc, robiłam się coraz bardziej sfrustrowana, bo każdego dnia towarzyszył mi ćmiący ból praktycznie non stop. Zamiast pomocy, wydawałam coraz więcej pieniędzy na bezsensowne zabiegi i wizyty.

Dopiero po długich miesiącach rehabilitacji i zrobieniu wglądu w przeszłość, doszło do mnie, że dosłownie kilka miesięcy wcześniej przed tymi komplikacjami, przeżyłam bardzo trudne osobiste wydarzenia w życiu, które przyniosły mi tyle stresu, smutku i płaczu, że nie dziwne, że moje biedne ciało, w końcu dało za wygraną. Spięcia w mięśniach były rezultatem długofalowego stresu, ale na tamtym etapie w ogóle nie połączyłam ze sobą faktów. Widziałam te wydarzenia jako dwa osobne byty mojego życia. Ból był podchodną tych trudnych wydarzeń i byłam zaskoczona jego ogromną skalą.

Znalazłam gdzieś ostatnio takie zdanie, że ciało w momencie walki pomaga Ci przetrwać, ale po skończonej bitwie, to ona potrzebuje największej uwagi i opieki. Teraz już to rozumiem i staram się dbać o nie medytując, ćwicząc i obserwując, co się z nim dzieje.

 

 

 

Zastanawiam się, co napiszę za 5 lat. Ta lista sprawiła mi dużo przyjemności, bo pokazała mi, ile nauczyłam się z własnego doświadczenia, którego wartość jest nie do przecenienia. Takie spojrzenie w tył pozwala docenić nawet trudne chwile, bo halo! jednak po coś były 🙂

Spróbuj zastanowić się: kurczę, a co ja powiedziałbym/abym młodszej wersji sobie? Podziel się w komentarzu, bo jestem naprawdę bardzo ciekawa!

You Might Also Like