Jak nie rozczarować się zmianą?

Relacja ze sobą

 

Jakiś czas temu miałam stworzyć swoją „wirtualną wizytówkę” na jednej z grup na Facebooku. Nic zobowiązującego, po prostu forma przywitania się i przedstawienia siebie. Długo z tym zwlekałam, ale w obszarze „supermocy” od początku wiedziałam, że powinno znaleźć się: Weteranka Podejmowania Trudnych Decyzji.

Podejmuję decyzję według uczuć. Zaczęłam coraz bardziej zawierzać swojej intuicji i odczuciom. Częściej niż kiedyś pytam siebie: jak Ci jest? Co czujesz? W ten sposób bardziej lub mniej racjonalnie podchodzę do zmian.

Pierwszą, najtrudniejszą decyzją, którą podjęłam w moim dorosłym życiu było rozstanie się z chłopakiem, z którym byliśmy razem ponad 4 lata. Poznaliśmy się na rodzinnej imprezie i zakochaliśmy od pierwszego dotknięcia. Była to cudowna i romantyczna historia miłości, która nie zdała egzaminu w moim dorosłym życiu. Wątpliwości wobec przyszłości tego związku męczyły mnie przez prawie 2 lata. Były lepsze i słabsze momenty, ale ścisk w żołądku i ciągłe poczucie, że coś tu nie gra trwało zbyt długo. Mieliśmy zamieszkać razem i kochać się do końca swoich dni. Niestety różnice, które nas dzieliły były dla mnie nie do przejścia. On miał gotowość, chęć i całą masę miłości. Ja nie radziłam sobie ze sobą i tą wieczną ambiwalencją. Jak można być z kimś w niesamowicie bliskim związku, przytulać i chcieć być non-stop blisko, a jednocześnie ciągle czuć się nieswojo, denerwować się na rzeczy, które powinno się zaakceptować w drugim człowieku?  Jeżeli macie podobne utrapienia, polecam terapię 😉 .

Ostatecznie mając miliony za i przeciw postanowiłam, że musimy się rozstać, żebym mogła zrozumieć o co mi chodzi. Do dziś uważam, że była to najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Konsekwencje były bolesne na poziomie psychologicznym i jak się okazało, również zdrowotnym. Jestem pewna, że wlaśnie ta zmiana odbiła się później na moich problemach z bólami mięśni w nogach i biodrach, które zaciskały się, powodując ogromne trudności w codziennych czynnościach Z tego powodu musiałam na dłuższy czas zrezygnować z uprawiania ukochanego sportu.

Na początku nie widziałam żadnej analogii między tą sytuacją, a nagłymi problemami z ciałem, ale udało mi się dotrzeć do tego, że ta decyzja na pewno pomogła mi w dotarciu do tak głębokiej dupy (w sumie i z nią były problemy, więc metafora jak najbardziej jest w tym przypadku trafna).

Dziś jestem pewna, że zrobiłam dobrze.

Druga decyzja jest bardzo świeża. Bowiem postanowiłam zostawić pracę na etacie i zacząć robić swoje rzeczy.  Zamiast klepać w komputer przez 8 h dziennie, garbię się nad porcelaną i maluję swoje dziwne postaci na kubkach, miseczkach czy talerzach. Spora zmiana trybu życia, żadnego managera, o wiele mniejsze zarobki. Jestem jeszcze na etapie tej zmiany i to ona mnie zainspirowała do napisania tego artykułu. Mimo, że nie bazuje na tak silnych emocjach jak poprzednia zmiana, to jej charakter jest bardziej przewlekły, jej konsekwencje mniej bolesne, ale także chwilami trudne.

Jednak nie mogę zaprzeczyć, że tak jak w przypadku poprzedniej decyzji, wiem, że musiałam ją podjąć.

Mówi się, że zmiana jest obok śmierci najbardziej oczywistą rzeczą w naszym życiu. Niektórzy boją się jej jak ognia, inni tylko redukują ilość zmian w swojej codzienności. Jest też spora grupa osób, które ryzykują i zmieniają co się da.

Mimo, że zmiany są tak oczywiste, to rzadko jednak jesteśmy przygotowani na jej konsekwencje. W tym tekście chcę opowiedzieć Ci jak możesz podejść do zmian w swoim życiu, aby zmniejszyć rozczarowanie związane ze zderzeniem Twoich oczekiwań z rzeczywistością.

1. Odpowiedz sobie na pytanie: po co zmieniam?

To co napiszę, może być niepopularne, ale jeżeli spojrzysz na to w ten sposób to gwarantuję Ci, że przykre konsekwencje związane ze zmianą załagodzą się.

Warto zrozumieć, że skoro myślisz o zmianie, to znaczy, że obecna sytuacja nie jest dla Ciebie satysfakcjonująca. To, że rozważasz zmianę, oznacza, że w ówczesnej pracy, miejscu zamieszkania, relacji coś Ci wadzi, stoi na drodze. O zmianie nie myśli się, jeżeli w obecnych okolicznościach wszystko jest OK. Dostając nową propozycję pracy nie decydujemy się na nią, bo jest nam dobrze. Spotykając fajnego faceta stwierdzasz, że owszem jest świetny, ale to tyle. Wracasz do swojego mężczyzny i chowasz się z nim pod kocyk.

Sytuacja się zmienia, gdy podskórnie odczuwasz jakieś odrętwienie, złość, niepewność. Na myśl o pracy, współpracowniku, partnerze czujesz niechęć. To się dzieje na poziomie emocjonalnym, często jeszcze nieuświadomionym. Wtedy dziwnym trafem na drodze pojawiają się szanse (niespodziewana oferta pracy, poznanie nowej, interesującej osoby) lub trudności, które jeszcze bardziej upewniają Cię w przekonaniu (na poziomie poznawczym), że coś do cholery jest nie tak.

Skoro już wiesz o co chodzi, to przyszedł moment na podjęcie decyzji: zmieniać czy zostać? Jeżeli odważnie zdecydujesz się na zmianę, to jak uniknąć rozczarowania i frustracji? W końcu po zmianie pracy może się okazać, że cały dzień chodzisz w szlafroku, dostaniesz pracę na pozycji, która owszem, gwarantuje Ci większe pieniądze, ale w gorszej atmosferze.

Mam na to proste rozwiązanie: Pomyśl, że dokonujesz tej decyzji po to, żeby zmienić obecną sytuację. Nie zmieniaj z oczekiwaniem, że nowy wybór na pewno będzie lepszy.

Tego czy będzie lepiej nie wiesz.  I co najważniejsze: NIKT Cię o tym nie może zapewnić. Dopóki nie spróbujesz, nie wymacasz nowej sytuacji, dopóty nie dowiesz się czy jest Ci w niej lepiej.

Dlatego spróbuj przekonać siebie, że zmieniasz po to, żeby NIE być tu gdzie jesteś. Odchodzisz, żeby porzucić stare, męczące. Zapewniam Cię, że dzięki temu zrozumiesz lepiej siebie, przyjrzysz się z dystansu starym nawykom, wątpliwościom i pojmiesz co tak naprawdę nie grało Ci w poprzednich okolicznościach. Nie lekceważ swoich odczuć. One wiedzą o Tobie więcej niż Twój zaśmiecony umysł.

Największą bolączką naszych czasów jest pewnego rodzaju nieograniczona szansa wyboru. W bardzo dobrej książce „Tyrania wyboru” Renaty Salecl czytamy, że dla ludzi najbardziej traumatyczne w wyborze jest to, że chcą dokonać wyboru idealnego i to, że zastanawiają się, co inni będą sądzić o ich wyborach. Polecam przyjrzeć się temu bliżej, bo w książce znajdziemy ten temat w szerszym zakresie społecznym, historycznym i politycznym.

2. Potraktuj to jako eksperyment

Maria Czubaszek w wywiadzie dla Dziennik.pl powiedziała tak: „To jest mój apel starej kobiety: mniej powagi, więcej dystansu i autoironii. Jak Szymborska powiedziała, jesteśmy tu tylko na chwilę i wiadomo jak to się skończy (…)”.

Skoro Czubaszek nawoływała do większego dystansu do siebie, ja zachęcam do większego dystansu przy podejmowaniu decyzji. W eksperymentach naukowych zakładamy pewne hipotezy, które ostatecznie się sprawdzają albo nie. Zrób tak samo: załóż co może się wydarzyć, ale nie przywiązuj do tego przewidywania zbyt dużej wagi.

3. Nie licz na wsparcie bliskich

To brutalne i może zabrzmi dramatycznie, ale w przypadku podejmowania zmiany trzeba naprawdę zacisnąć zęby i zaufać swojej intuicji. Możesz po prostu być w tej decyzji sam. Na pewno wokół Ciebie znajdzie się wiele osób, które wiedzą lepiej i posłużą Ci każdą, zwłaszcza niechcianą radą. Zazwyczaj są to nasi rodzice. Jeżeli pragniesz poprawić swoje życie na własnych zasadach, musisz zapomnieć o dobrych chęciach innych, a przynajmniej przestać się nimi sugerować.

Ja zostawiając etat w firmie, w której nie narzekałam na comiesięczne finanse, zrobiłam dla wielu ludzi rzecz kompletnie nierozsądną i nieracjonalną. Rzucanie etatu dla malowania kubków?! Ano tak.

Moi rodzice ciągle wstrzykiwali mi swoje wątpliwości, tworząc je moimi wątpliwościami. Mówili, żebym jeszcze została, dorobiła itd. Każdy dzień w tamtej pracy odsuwał mnie od mojego obecnego życia, od moich marzeń i postanowień. Wiele osób pytało, to do jakiej firmy teraz śmigam? Odpowiadałam na niewygodne pytania, a potem wracałam do domu pełna strachów, ściśniętego żołądka i wątpliwości.

Wiecie co?

Po miesiącu od zostawienia pracy, moi rodzice mówią: „Dobrze, że tak zrobiłaś”. Dopiero teraz zrozumieli, dlaczego.  Pamiętajcie, że ludzie radząc Wam, kierują się swoimi doświadczeniami i potrzebami. Tych obaw nie wolno Wam wpuszczać do swoich głów i powodować, żeby stały się Waszymi lękami, powstrzymującymi Was przed zmianą. To zabronione!

Teraz moi rodzice cieszą się ze mną przy każdym mikroskopijnym sukcesie. Jest tak, bo dla mnie te małe sukcesy są tak satysfakcjonujące, że mówię o nich z wypiekami na twarzy. Jestem spokojniejsza i radośniejsza. Myślałam, że zmieniam pracę z powodu tego jaka jest. Dziś widzę, że to we mnie, w moich mocnych stronach i w moim potencjale drzemała siła, która nie mogła odnaleźć się w tamtym środowisku. Jestem pewna, że właśnie po to to wszystko było. W trakcie tej zmiany miałam odszukać siebie i zrozumieć gdzie chcę dalej zmierzać.

4. Przeżyj swoją żałobę

(Mamo, dziękuję, że powtarzałaś to tak często. Dzięki temu, mam materiał na kolejny podpunkt.)

Zmiana jest porzuceniem czegoś co już mamy. Żałoba jest utratą. Dlatego mimo, że nie umiera Ci przyjaciel, kot czy pracodawca, przy podejmowaniu zmiany zawsze coś tracisz (zostawiasz za sobą) i musisz pozwolić sobie na przeżycie trudnych emocji związanych z tym. Może to być smutek (zawsze jak odchodzę z pracy to chce mi się płakać), rozżalenie czy złość(że jednak się nie udało, a pokładałeś w tym nadzieje), a na poziomie ciała stres, czy ból. To całkowicie normalne! Te emocje wiążą się ze zmianą i lękiem. Nie oznaczają jednak, że podjąłeś złą decyzję. Aby się tego dowiedzieć potrzebujesz znacznie więcej czasu, dlatego nie sugeruj się tym nastrojem, daj upust emocjom i zaakceptuj, że to dla Ciebie trudny czas. Możesz być wybity ze swojego rytmu, być przez jakiś czas zagubiony się w nowej sytuacji, ale na tym etapie nie wycofuj się.

5. Nie bądź ofiarą własnej zmiany

Znam osobę, która odpowiedzialność za nieskończone studia i wykonywanie średniego zawodu zrzuca na śmierć swojego rodzica 20 lat temu. „Gdyby żył, byłbym teraz lekarzem.” – mówił.

Na początku podchodziłam do tej historii bardzo empatycznie i ze współczuciem. Potem zorientowałam się, że minęło tak dużo czasu, że gdyby chciał, mógłby zostać lekarzem. A jeżeli nie skończyłby nawet Akademii Medycznej, zawsze można zostać np. fizjoterapeutą. Ten argument był przytaczany tak często, aż mi się znudził.

Nie zrzucaj na nikogo odpowiedzialności, jeżeli coś się nie uda. To Twoje życie, Ty podjąłeś te decyzje. Odsyłam do poprzedniego punktu. Jeżeli nie będziesz liczył na to, że inni mają poprowadzić Cię za rękę, nie będziesz też mógł zrzucić na nich winy.

Po drugie, jeżeli to, co spotkałeś po zmianie nie jest tym, czego oczekiwałeś: podejmij kolejną zmianę. Szukaj, gdzie będzie Ci lepiej. Nie siadaj z nosem na kwintę, burcząc na siebie i innych.  Po prostu nabierz mobilizacji i spróbuj.

 

BÓJ SIĘ I DZIAŁAJ.

Życie nie daje jednej szansy w życiu, nie otrzymujemy jednego złotego strzału. Wszystko do czego dochodzimy, jest zazwyczaj sumą małych kroków, ludzi, których spotykamy w trakcie naszych prób, działań, które zbliżają nas stopniowo do celu. O tym, że poddaliśmy się z powodu jednej historii sprzed lat, mówimy dlatego, że chcemy usprawiedliwić swoje lęki i słabości. Boimy się przeżyć drugi raz to samo, wystawić na pośmiewisko. Możliwe, że straciliśmy pewność siebie z powodu tamtego niepowodzenia. Boimy się porażki, ale możemy bać się również sukcesu.  Mam na myśli, że możemy mieć obawy, że jak się uda, to będziemy musieli zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, poznawać dużo nowych ludzi lub porzucić obecne, wygodne życie. Jeżeli jednak zależy Ci na tym, żebyś to Ty miał wpływ na to, jak potoczy się Twoje życie, przyjmij, że się boisz, zaakceptuj to w sobie i podejmij kolejną próbę. Obiecuję, że będzie warto.

6. Ostatecznie wejdź drugi raz do (nie) tej samej rzeki

Może się okazać, że minęło sporo czasu, a Ty zaczniesz rozumieć, że jednak chcesz wrócić. Może to być chęć powrotu do związku (tu uważajcie, bo to bardzo kruchy temat), do rodzinnego miasta, albo do starego szefa. Jeżeli naprawdę w czasie zmiany dałeś sobie przestrzeń do przeanalizowania własnych uczuć, zachowań i już wiesz co Ci nie pasowało w poprzedniej sytuacji, a mimo wszystko chcesz wrócić – zrób to. Wróć ze świeżością umysłu, wprowadź kilka poprawek, zacznij pracować nad swoim związkiem.

Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jednak współcześnie źle rozumiemy te słowa. To powiedzenie przypisuje się Heraklitowi z Efezu, który wierzył w zmienność w przyrodzie. Głosił on, że wszystko płynie („Panta rhei”), że nic nie stoi w miejscu, dlatego nie możesz wejść do tej samej rzeki, bo zdążyły napłynąć do niej już nowe wody. Może tak będzie i w Twoim przypadku?

Pamiętaj, życie to eksperyment. 

Trzymam za Was kciuki! Opowiedzcie przez jakie zmiany Wy przechodzicie/przechodziliście. To jeden z moich ulubionych tematów, dlatego jestem bardzo ciekawa!

You Might Also Like