„Jestem taka piękna!” czyli amerykański chwyt, który działa

Filmowa śmietana Psychologia codzienności

Duże pupy, krzywe zęby, wygięte nosy i rozmiar XL w biodrach – właśnie takich ludzi chce mi się oglądać na srebrnym ekranie. Chociaż współczesne kino zaczyna się zmieniać, nadal z niezrozumiałego dla mnie względu, w szczególności w  amerykańskich filmach wciąż oglądam idealne twarze i ciała. Chociaż „Jestem taka piękna!” zachowuje tę konwencję i  jest totalnie przewidywalny, to jednak mówi o jednym z najważniejszych tematów związanych z ciałem. 

Każda kobieta powinna obejrzeć ten film, naprawdę każda jedna! Ja widziałam i naprawdę zmienił moje podejście do ciała.

„Jestem taka piękna” – wystarczy jedna drobna (?) zmiana

„Jestem taka piękna” to film, który udowadnia, że to, jak postrzegamy swoje ciało i swoją atrakcyjność jest KLUCZEM do spełnienia i czerpania przyjemności z życia. Największym na to dowodem jest prosty zabieg, który zastosowali twórcy filmu. Wystarczyło postawić w miejsce głównej bohaterki Amy Schumer, a następnie poprosić ją o zagranie dwóch znacznie różnych od siebie ról. Pierwsza jest zawstydzona swoim wyglądem, druga – po uderzeniu w głowę – całkowicie przekonana o swoim pięknie.

I kiedy słyszysz Amy krzyczącą do lustra „O rany! Widziałaś ją? Jestem taka piękna!” zaczynasz czuć, że właśnie dostałaś bilet do świata, w którym prawdopodobnie jeszcze nigdy nie byłaś, w którym kobieta patrzy na siebie z radością mimo, że nie reprezentuje współcześnie pożądanej kobiety.

I patrzysz na kipiącą radością i dumą dziwewczynę i myślisz sobie: „JEZU, PRZECIEŻ ONA JEST CUDOWNA! Jak mogłam tego wcześniej nie dostrzec?”.

Tak samo, jak to, że nie dostrzegasz tego w sobie.

i feel pretty

 

Właściciel swojego ciała wie doskonale jak przekonać cały świat do tego, że nie jest ładny i wartościowy. Wiesz, to jak nieodnowione kamienice w Łodzi, którą wielu uważa za najbrzydsze miasto w Polsce. Nic dziwnego, skoro Łódź nie robi niczego, co mogłoby jej pomóc zmienić ten wizerunek.

To „coś” jest w każdym, ale właściciel uporczywie dba o to, żebyśmy nie mogli tego dostrzec. Gdy patrzę na takie kobiety, robi mi się naprawdę smutno.

Jestem taka piękna! – głupio tak mówić, nie?

Po wyjściu z kina poczułam promień oświecenia – o matko, jak wiele zależy od nas samych! Wprawdzie jestem psychologiem, ale mnie również dotyczą problemy, które dotyczą innych kobiet. Niezależnie od wiedzy, również zmagam się z nieprawidłowym postrzeganiem swojego ciała. Jednak po filmie coś mi się odmieniło. Po raz pierwszy od dawna spojrzałam na swoje ciało w lustrze i miałam ważną dla siebie myśl – teraz wyglądasz tak i to jest OK. Wciąż oczekujesz od siebie czegoś, czego w tym momencie nie osiągasz i sama nadajesz sobie presję. Nie masz już 20 lat i tej samej sylwetki, wiele się zmieniło.

To nie oznacza, że jesteś gruba. Po prostu nie wyglądasz tak samo jak 8 lat temu.

Nagle zaczęłam słyszeć i przyjmować komplementy do siebie bez ciągłego umniejszania sobie. Przestałam fiksować się na każdej niedoskonałości, wychodziłam z domu, stwierdzałam, że wyglądam dobrze i zaczęłam czuć niewiarygodną ulgę. Krótkie spodenki przestały zalegać w szafie w najgorętsze dni lata.

Przestałam się katować myśleniem, że jak zjem kawałek czekolady, to już po mnie i teraz moja twarz będzie pulchna na wieki. Dostrzegłam w sobie moje własne kobiece piękno, któremu zaprzeczałam i właściwie pozwoliłam sobie uwierzyć, że cały świat też tak mnie widzi.

Szkoda, że wcześniej nie zauważyłam, że byłam jedyną, najważniejszą osobą, która musiała w to uwierzyć.

Doszła do mnie również świadomość faktu, który ma ogromny wpływ na mój wygląd, którym zdawałam się w ogóle nie przejmować, czyli geny. Gdy przyjrzałam się mojej rodzinie od strony mamy, zrozumiałam, że czeka mnie nieuchronny los, z którym bez sensu jest walczyć.

Na zawsze zasilę szeregi murzyńskich wystających pośladków moich ciotek i będę z dumą (dupą) kręcić nią na prawo i lewo. Już nie będę wyższa, a moje stopy nie będą mieścić się w wąskie espadryle z Zary. Nagle zdjęłam sobie z głowy cały ten bagaż wątpliwości i pragnień, gdy zrozumiałam, że mam swoje korzenie, które miały na mnie duży wpływ. To pozwoliło mi przestać walczyć, moja głowa zaczęła odpoczywać. To dało mi też siłę i poczucie spójności.

Czemu mam uwierzyć w swoje piękno?

… skoro nie schudły mi nogi, moje biodra są nadal szerokie, a nos złamany jak u boksera? Powiem Ci czemu! Poniżej  psychologiczne powody, którym możesz zaprzeczać do cna, ale my psychologowie, psychodietetycy wiemy, że tak jest, a ja przekonałam się o tym na własnej skórze dosłownie:

Powiem Ci czemu warto uwierzyć w swoje piękno:

*    Po akceptacji swojego obecnego wyglądu, proces chudnięcia będzie znacznie bardziej skuteczny. Przestaniesz walczyć ze swoim organizmem, nie będziesz się pocieszać jedzeniem i przestaniesz podświadomie dążyć do tego w co wierzysz (że jesteś gruba, tłusta, krępa itd).

*    Zaczniesz uprawiać sport z czystej przyjemności. Znam osobę, która trenuje 6 dni w tygodniu z Chodakowską, ponieważ ma niesamowicie niską samoocenę w obrębie własnej seksualności i wyglądu. Sama ma świadomość, że to nie jest już normalne, a stało się uzależnieniem. Czasem potrzeba najpierw akceptacji, żeby móc w ogóle zacząć uprawiać sport – u mnie najlepszym przykładem stała się jazda na rowerze. Przestałam liczyć kalorie i z większą przyjemnością siadam na dwukółka. Niebywałe.

*    Jedzenie stanie się dbałością o samą siebie, a nie przykrym obowiązkiem, podczas którego wciąż musisz trzymać kontrolę.

*    Twój umysł w końcu będzie miał przestrzeń, żeby myśleć o czymś innym. Wyobraź sobie, że wychodzisz z domu ze spokojem i poczuciem „wyglądam super” albo zwykłym „jest ok”. Podczas spotkania zamiast myśleć „Boże, widać mi te okropne boczki, po co zakładałam tę bluzkę” będziesz mogła skupić się na słuchaniu swojej koleżanki, a gdy spojrzy na Ciebie przechodzący człowiek w galerii handlowej, pomyślisz „no siema”, a nie „kurna, pewnie wyglądam jak debil w tej krótkiej sukience”.

Wystarczająco Cię przekonałam?
No to teraz czas na filmoterapię:

  1. Bierz kumpelę lub przyjaciółkę do kina/ domowego kina
  2. Wino, piwo, lemoniadę, popcorn, spring rolls’y, hummus
  3. Włączcie „Jestem taka piękna”
  4. Przymknijcie oko na amerykańską konwencję i przewidywalność
  5. Bierzcie i pijcie z tego wszystko, kochane! Absolutny must see wśród oceanu amerykańskich komedii.

 

You Might Also Like