„Kaja, ja jeszcze kiedyś będę Twoją przyjaciółką” – czyli rzecz o przyjaźni

Relacje z innymi

Tylko niech nic się nie zmieni

 

Mam kilka najlepszych przyjaciółek, których grono nie zmienia się od lat. Wszystkie są wspaniałymi kobietami, które kocham i które dają mi mnóstwo siły w życiu.

Wydawałoby się to kompletnie oczywiste, że zmieniamy jako osoby. Rozwijamy się, zmieniamy status, preferencje. I choć często akceptujemy zmianę w sobie, to nie lubimy zmian w naszych relacjach.

Ja również miałam ten problem.

Zdarzało mi się narzekać, że „już nie rozmawiamy jak kiedyś…” lub „ostatnio jest jakoś inaczej…”. Często tęskniłam za powrotem do statusu quo naszej relacji, czyli do momentu kiedy wydawało mi się, że było NAJLEPIEJ, to znaczy tak, jak powinno być.

Aha, ale co to właściwie znaczy?

Tak naprawdę, nie ma najlepszej odpowiedzi na to pytanie. W końcu jeżeli w naszym życiu istnieje nieustanna zmienność nastroju, emocji to naiwne jest myślenie, że moja przyjaźń ma być najlepsza za każdym razem kiedy do niej wracam.

Kluczem do dobrego samopoczucia w relacji przyjacielskiej jest raczej taka aktualizacja: czy nadal czuję się dobrze przy tej osobie? Czy łączą nas jakieś wartości? Czy czuję się dla niej ważna?

Dla mnie to bardzo istotne. Jeżeli czuję, że przy moim przyjacielu wzrastam, a nie szoruję psychicznie przy powierzchni, to znaczy, że jest to relacja, którą warto mieć. Jeżeli czuję, że ta osoba widzi mnie naprawdę, a nie jedynie swoje wyobrażenie na mój temat, to mogę być z nią autentyczna i szczera.

Oprócz tych emocjonalnych potrzeb, nauczyłam się zmniejszać swoje oczekiwania wobec przyjaciół i szereg powinności w głowie wobec nich. Po prostu zaczęłam przyjmować co mogą mi dać. Czasem po prostu proszę o więcej. Mówienie o swoich potrzebach nie powinno być wstydem, ani obnażeniem słabości, ale niestety w naszych głowach często takie jest. Za to oczekiwanie, że druga osoba się domyśli jest trochę stawianiem się ponad nią, nieprawdaż? W końcu ja tu siedzę i czekam na głaski, to czemu ich nie dostaję?! Warto prosić o więcej, ale liczyć się z odmową czy niepowodzeniem. Ludzie nie są na świecie po to, żeby spełniać nasze potrzeby. Ale mogą spróbować, jeżeli tylko będą o nich wiedzieć.

Wraz z wiekiem zaczęłam rozumieć, że przyjaciel jest wartością samą w sobie. Że po drugiej stronie stoi człowiek, którego kocham i choć się zmieniamy, to wracając do siebie, mamy po co wracać.

Dynamika relacji

Uważam, że te nasze „mądre” cytaty z demotywatorów sprawiają nam więcej cierpienia niż pomocy. Bowiem sformułowanie z obrazka jest bardzo nieprawdziwe, choć mogę się spodziewać, że prawdopodobnie zostało stworzone przez osobę bardzo zranioną po rozstaniu z przyjacielem.

Gorycz prowadzi nas czasem do takich jednoznacznych stwierdzeń, bo pozwalają one na ochronę w przyszłości. Jednak takie zero-jedynkowe myślenie nijak się ma do różnorodności relacji i osobowości, które składają się na trudne sytuacje między ludźmi.

Jeżeli przyjaźń z przyjacielem po roku, 2 latach czy nawet 15 się rozpadła, to jedynym pewnym wnioskiem jest to, że już się skończyła. To nie znaczy, że nie była prawdziwa. Jeżeli trwała przez ten czas, to prawdopodobnie łączyło Was coś ważnego. Ale to mogło przeminąć. Przyjaźń nie ma w swojej definicji „nieskończoności”. To bardzo romantyczna wizja, ale nieprawdziwa i niezgodna z ludzką naturą. Wszyscy jesteśmy w procesie zmian, w ciągłym rozwoju. Coś, co było dla mnie ważne 3 lata temu, teraz może być po prostu nieistotne. I to jest OK.

Pozwól mi odejść

Jeżeli pozwalamy ludziom do nas przychodzić, to też pozwólmy im odejść. Dawanie sobie wolności wyborów i otwartości na różnicę jest najpiękniejszym darem, którym możemy się podzielić. Nie musimy trwać przy sobie bez względu na wszystko. Możemy kroczyć razem przez krótki odcinek swojego życia, dzielić się dobrem i niedobrem, aby po jakimś czasie podziękować sobie za wspólny czas i skręcić w osobne ścieżki. Takie, które nie muszą być korzystne dla obu osób.

To będzie wiązało się ze smutkiem. W końcu żegnamy przyjaciela, co łączy się ze stratą. Stratę przyjaciela przeżywamy jak normalną żałobę.  Właśnie pożegnaliśmy kogoś kto był dla nas ważny. Często ta osoba wiąże się z jakimś ważnym etapem życia, więc żałobę przeżywamy podwójnie – żegnamy i przyjaciela i jakiś dobry czas, miejsce, przeżycia. To normalny etap w życiu i jeżeli sobie na niego pozwolimy, za jakiś czas spotka nas kolejny człowiek, który będzie nam towarzyszył na kolejnym etapie. Może zostanie na dłużej, może też odejdzie. Ale to nadal jest OK.

Moja M

Moja M to przyjaciółka od przedszkola. Z M siedziałam w ławce, jeździłam na rolkach i pobiłam się w gimnazjum. Kilka lat temu byłam dumną świadkową na jej weselu, a następnie zmieniałam pieluchy jej małej córeczce. To jedna z najtrwalszych relacji w moim życiu. Ale to nie była idealna przyjaźń z codziennymi pogaduszkami z lampką wina, które oglądamy w serialowych scenach. Nie raz oddalałyśmy się od siebie (Symbolicznie nie rozmawiając miesiącami, mieszkając od siebie 10 minut drogi i realnie, gdy wyjechała 1365 kilometrów ode mnie i już tam została). Od prawie 25 lat zawsze do siebie wracamy i choć obie zmieniamy się bardzo, a nasza relacja już niewiele ma wspólnego z bieganiem po boisku, to pozostała ta część w nas, która nas spaja.

Teraz M ma już trójkę dzieci, odpisuje mi po 2 tygodniach i czasem zapyta co u mnie. Kiedyś zaczęłabym myśleć, że „coś się psuje”, panikowałabym i rzucała się na misję ratunkową. Teraz to po prostu akceptuję. Podczas ostatniej rozmowy na Messengerze, nie byłyśmy same ani na minutę, więc przez 40 minut przekazałyśmy sobie maksymalny skrót na temat naszego życia. Nie mogłam dokończyć żadnego zdania, bo w trakcie musiałam oglądać maskotkę córki, robić fotki clowna, uczestniczyć przy karmieniu i oglądać automatyczny odkurzacz, który zaciął się na ścianie.

To było kompletnie inne niż moje codzienne relacje tu, na miejscu i czego nigdy bym się tego nie spodziewała, czułam się super. To było wspaniałe, organiczne, normalne i absolutnie niewymarzone. Przecież wolałabym leżeć z nią w łóżku i gadać godzinami. Ale miałam ją tylko na chwilę, obskakiwaną przez dziecko, w totalnej uwadze i nieuwadze jednocześnie.

Wtedy usłyszałam też najpiękniejszy (rzucony w biegu w kuchni) tekst od M, który stał się inspiracją do napisania tego tekstu:

„Kaja, ja Cię bardzo przepraszam. Ja jeszcze będę kiedyś Twoją przyjaciółką.”

 

Nie bój się M.

Poczekam.

 

You Might Also Like