Poświęcenie z miłości – uniesiesz to?

Psychologia codzienności

Jak Julia poświęciła się Romeo, a Noah resztę swojego życia Allie z „Pamiętnika”, tak i my przesiąknięci wiarą w jedną wielką miłość w życiu, chcemy się jej poświęcić.

Wszystko pięknie, ale rzadko o poświęceniu mówi się źle, a przecież jego konsekwencje zazwyczaj przerastają zwykłego śmiertelnika.

Poświęcenie z miłości w większości przypadków opiera się na zasadzie wzajemności, choć nikt nie mówi tego wprost. Wszystko odbywa się w tle, ale ma prosty wydźwięk: ja się poświęciłem – teraz Ty powinieneś zrobić to samo dla mnie. W łagodniejszej formie brzmi to: ja się poświęciłem, więc teraz oczekuję dozgonnej wdzięczności za ten bohaterski czyn.

I tu zaczynają się schody. Zazwyczaj osoba „obdarowana” poświęceniem wcale o niego nie prosi. W rezultacie oznacza to, że podarowujemy jej kolejny niechciany prezent, czyli nasze przygniatające oczekiwanie.

I radź sobie.

poświęcenie z miłości

ŁYKAMY JAK PELIKANY

Tacy jesteśmy już mądrzy w kwestii związków, mniej wymagamy od siebie, usuwamy konta na Facebooku, przymykamy oko na wspaniałości z Instagrama, odwracamy się ku naturze, poszukujemy spokoju w relacjach, medytujemy . A jednak w literaturze i filmie wciąż szukamy aktów wielkiej miłości i poświęcenia. Dlaczego?

To całkiem proste.

Zwykłość i codzienność nie ma miejsca w sztuce, bo jest zbyt nudna. Wystarczy spojrzeć na nowy związek Jane z doktorkiem z serialu „Dziewczyny nad wyraz”, żeby zrozumieć, że tego się nie da oglądać, bo wieje nudą. Jest poprawnie, ale nijak. A tego na ekranie już nie chcemy. Oczywiście trochę przesadzam, bo przecież pokochaliśmy film „Paterson” Jima Jarmuscha, czy „Miłość” z 2012 roku o małżeństwie starszych osób, a jednak  wciąż takie kino to mniejszość, a największe miłosne klasyki pamięta każdy z nas i wciąż do nich wracamy z łezką w oku.

Poza tym sami staramy się trochę podrasować nasze życie osobiste, bo boimy się, że przeżyjemy je w zupełnie przeciętny sposób. Codzienność nie przynosi nam rozpusty emocjonalnej. Przypomina raczej żmudną jazdę tramwajem, buja nas na prawo i lewo, właściwie jest miło, ale bez fajerwerek. Raz na jakiś czas przyhamuje z impetem, rzucając nas na ściany, a potem bezsensownie będzie trąbił, stojąc w miejscu. A potem znowu długie nic.

Dlatego bujamy desperacko ten tramwaj zwany życiem i stąd zamiłowanie do heroicznych czynów, poświęceń i wielkich słów, które sprawia, że życie ma bardziej pikantny smak.

POŚWIĘCENIE Z MIŁOŚCI : RODZICIELSTWO

Z punktu widzenia dziecka, nie ma nic trudniejszego niż wiecznie poświęcający się rodzice. Poświęcenie staje się brzemieniem, które ciąży na barkach dziecka przez całe życie. Jak to się objawia? Rodzice opowiadają dzieciom jak bardzo musieli poświęcić swoją karierę, plany i marzenia, żeby ich wychować i dać im „normalne” dzieciństwo.

Grunt przygotowany, teraz  czas już zbierać plony. Dziecko nosi w sobie przekonanie, że dostało od swoich rodziców bardzo dużo i teraz przyszedł czas na niego, żeby za to poświęcenie się odwdzięczyć. Sposobów jest całe mnóstwo: wieczna uprzejmość i posłuszeństwo, brak asertywności. Kulenie po sobie uszu i robienie wszystkiego, żeby broń Boże nie zranić rodziców, którzy zrobili dla nas TAK DUŻO. Idziemy na studia, o których oni marzyli, wybieramy odpowiednich partnerów, podejmujemy się poważnej pracy, co niedzielę jemy wspólne obiady, robimy rzeczy na które absolutnie nie mamy czasu czy ochoty.

Pytanie podstawowe brzmi: kto podjął decyzję o tym, żeby dziecko pojawiło się na świecie? No na pewno nie dziecko!

Tylko rodzice mogą zdecydować o istnieniu życia, więc to oni zdecydowali się również na wsparcie i wychowanie potomstwa. Sorry Gregory, jak można oczekiwać od dziecka dozgonnej wdzięczności czy rekompensaty w zamian za indywidualną decyzję rodzica?

Wymuszanie wdzięczności i usilne udowadnianie ofiarności swoich czynów to jedna z największych krzywd dla dziecka. Zamiast realizować swój niezależny plan na szczęście, będzie ono się zastanawiać, jak się odwdzięczyć za poświęcenie, które stało się głównym celem rodzica w życiu. W ten sposób właśnie wyznaczył podświadomie też swój cel, który poprowadzi go przez życie.

POŚWIĘCENIE Z MIŁOŚCI: ZWIĄZEK

Kilka lat temu byłam w związku, w którym poświęcenie mojego partnera było powodem, dla którego ja miałam akceptować jego trudne wybory. Gdy tylko zaczynałam temat, słyszałam, że przecież „on się dla mnie poświęcił, to dlaczego ja nie mogę poświęcić się dla niego?”

No, no, ktoś mnie tu wkopał w niezłą kabałę!

Jego akt poświęcenia był jego decyzją – od początku do końca. Po prostu chciał to zrobić, bo mu zależało. Tylko, że nagle ta decyzja przestała być zwykłą chęcią, a stała się bezkonkurencyjnym poświęceniem z miłości, które stało się argumentem zamykającym mi usta. Był to też świetny sposób na wywołanie we mnie poczucia winy.

Genialne narzędzie.

Jeżeli robisz coś dla drugiej osoby, zawsze zastanów się, czy robisz to w zgodzie ze sobą. Poświęcenie nie jest niezbędne do zbudowania cudownej relacji, ale jest świetnym i bezwzględnym narzędziem manipulacji, na które druga osoba nie ma wpływu – nie cofnie przecież czasu, ani nie zakaże Ci zrobić czegoś dla siebie. Nie doszukujmy się również niezwykłości relacji, która oparta jest na ciągłym poświęceniu i dawaniu – poświęcenie może stać się ciężkim brzemieniem, od którego jedynym ratunkiem jest uwolnienie się od drugiej relacji – czyli ucieczka.

Jestem przekonana, że dobre związki, których bycie razem opiera się na wspólnym przeżywaniu, doświadczaniu trudów i dóbr życia nie wymaga poświęceń, którymi trzeba obarczać drugą osobę. Co więcej, za każdym poświęceniem stoi ryzyko rozczarowania. Nie możemy oczekiwać, że druga osoba będzie wdzięczna do końca życia. Dlatego lepiej wiedzieć czemu decydujemy się na wielkie poświęcenia. Niech to będzie dojrzała decyzja, a nie naiwny akt desperacji.

POŚWIĘCENIE Z MIŁOŚCI: PRZYJAŹŃ

Asia (imię zmienione), często zwracała się do mnie w sytuacji, gdy akurat przechodziła kryzys w przyjaźni. Kryzys miał charakter ciągły i przerywały go chwilowe dobre momenty. Słysząc, jak trudna jest ta relacja, w której jedna krzywdzi drugą grożąc, że to już koniec, pytałam, czy taka przyjaźń rzeczywiście powinna trwać? I czy w ogóle powinna tak wyglądać?

Jej odpowiedź zawsze była ta sama: Za dużo poświęciłyśmy dla tej przyjaźni i jest dla nas zbyt ważna, żeby to zostawić.

Ich relacja przypominała mi związek o charakterze symbiotycznym. Asia musiała sobie zasłużyć na tę przyjaźń, wciąż o nią drżała i szukała sposobu, żeby siebie zmienić. Jej celem było wsparcie i udowodnienie, że jest warta sympatii swojej przyjaciółki. Jej najlepsza przyjaciółka zaś, która miała nad nią przewagę, która często powtarzała, że powinny przestać się przyjaźnić, bo Asia zwyczajnie męczy ją, zbyt dużo wymaga i nie pasuje do reszty jej VIP towarzystwa.

Każda kolejna rozmowa wzmacniała jednak moje przekonanie, że prawdziwa przyjaźń nie powinna opierać się na takim lęku i uzależnieniu. Jednak to poświęcenie nadawało tak wielką wagę tej relacji, że obie nie potrafiły z niej  zrezygnować.

Jest jednak kolosalna różnica między „robię to dla Ciebie” a „robię to dla Ciebie, ale również dla siebie, bo jest to dla mnie ważne”.

Relacja to zawsze związek przynajmniej 2 osób i tylko wspólna codzienna, regularna praca, sprawi, że będzie on dobry. Żadne wielkie poświęcenia tego nie zmienią.

EFEKT UTOPIONYCH KOSZTÓW

Oprócz naszych psychologicznych skłonności, mechanizmów, również w relacjach istnieje zjawisko utopionych kosztów, które jest znany z psychologii społecznej.

Efekt utopionych kosztów, to proste zjawisko, które polega na tym, że trwamy w różnych przedsięwzięciach, relacjach, szkołach dlatego, że zainwestowaliśmy w nie już swój czas, pieniądze czy energię. Trwamy w nich mimo, że przestały przynosić nam korzyść i przyjemność.

Jeżeli również przeżywasz trudną przyjaźń lub związek, a trzyma Cię przy nim tylko świadomość, ile razem już przeszliście – możliwe, że właśnie doświadczasz tego efektu. Warto znaleźć czas dla siebie i spojrzeć na te relacje skupiając się na teraźniejszości – co daje mi ta przyjaźń w tym momencie? Czy czuję się w niej dobrze, doceniony i kochany? Czy próbowałem naprawić mój związek? Czy jest coś, co bardzo mi nie odpowiada, ale wciąż się na to zgadzam?

Czasem nasze relacje cierpią przez zaniedbanie i wystarczy poświęcić im więcej uwagi. Czasem jednak, taka refleksja może nas doprowadzić do bardziej przykrych wniosków. Możemy poczuć, że tkwimy w toksycznym i niewygodnym układzie, który już się tak „uleżał” i ciężko z niego wyjść. Tu również mam dobre wieści: nie musisz od razu zrywać kontaktu, ale dać sobie niezbędną przestrzeń na naturalny rozwój sytuacji, bez rozpaczliwych napięć, które mówią „musimy to koniecznie naprawić!”.

Każda relacja bardzo tego potrzebuje: świadomych decyzji, przestrzeni, rozmowy. Lepiej zastanowić się, co na bieżąco możemy dać drugiej osobie, rezygnując z aktów wielkiego poświęcenia z miłości – ten motyw zostawmy artystom, na pewno zrobią jeszcze z niego użytek.

 

W trakcie czytania naszła Cię jakaś myśl, poczułeś niezgodę, albo przeżywasz podobne rzeczy? Podziel się w komentarzu, dzięki temu czuję, że pisanie takich artykułów ma sens.

 

 

You Might Also Like