Mam to za sobą – wypalenie zawodowe

Psychologia codzienności Relacja ze sobą

Kilka dni temu prowadziłam warsztaty profilaktyczne w szkole podstawowej pod Warszawą. Zazwyczaj po warsztatach jestem zmęczona i pełna myśli, więc często włączam sobie w samochodzie „coś w tle”. Czasem jest to standup, podcast, rzadziej muzyka. Tym razem wybrałam audycję Radia Trójka o nazwie „Dobronocka”, w którym tematem było wypalenie zawodowe. Intuicyjnie wybrałam ten temat, jakby z obawy, że moje przyszłe trenerskie życie może mnie do tego doprowadzić. Audycja trwała ponad godzinę. Słuchałam jej wracając do domu i czułam jak z każdą minutą się zapadam coraz głębiej.

Gośćmi audycji była Katarzyna Skoczek i Agnieszka Staroń, które prowadzą Fundację Slow Lajf przeciwko wypaleniu zawodowym. W czasie ich rozmowy, do studia pisały różne osoby i bardzo obrazowo opisywały swoją sytuację psychiczną związaną z pracą, wejściem w życie zawodowe, uczucia, które wiążą się im z obowiązkami. To były bardzo obrazowe historie. Zrobiło mi się naprawdę ciężko i to nie była zwykła empatia. To było odbicie lustrzane moich doświadczeń.

SILNA CZY NIE SILNA?

Myślę o sobie, że jestem silna i z niejednej życiowej dupy już wyszłam. A jednak nie uświadomiłam sobie, że ta, która spotkała mnie w zeszłym roku wymagała pomocy specjalisty, który pomógłby mi to zdiagnozować i przejść przez proces ozdrowienia.

Pisanie tego tekstu jest dla mnie bardzo trudne, bo to jak przeżywanie tych emocji po raz kolejny. Poza tym przyznać się do wypalenia, to jak przyznanie się do porażki. Jednak po raz kolejny, wychodząc przed szereg, chcę o tym mówić głośno, żeby pokazywać ludziom, że mogą dać sobie przyzwolenie do mówienia o swoich słabościach. Tylko w ten sposób możemy zmienić system, uwrażliwiać i uświadamiać innych.

Mój przykład pokazuje, że o konsekwencjach wypalenia zawodowego nie mamy bladego pojęcia, a pracodawcy w tym temacie zazwyczaj też nie są edukowani. Nie każda firma inwestuje w mądrego pracownika HR, który nie tylko rekrutuje nowych pracowników, ale też zadba o szczęście i zdrowie psychiczne pracownika. Nadal nie mogę zrozumieć, czemu oszczędza się na ludziach, skoro to oni tworzą wartość firmy i jej produkty.

BEEN THERE, DONE THAT

Moja pierwsza praca, w którą się bardzo zaangażowałam, była równocześnie moją pasją. Byłam wsiąknięta w to, co tworzyliśmy, bo czułam, że nie tworzę tylko produktu, a współtworzę to miejsce, jego kulturę i atmosferę. Uwielbiałam moją pracę, a wyższa pensja przychodziła do mnie jakby przy okazji – pracowałam dobrze i kreatywnie, bo lubiłam i widziałam w tym sens.

Po prawie 2 latach zaczęło mi czegoś brakować. Odzywały się we mnie głosy, że zawsze fascynował mnie teatr, marzy mi się artystyczna praca. Gdzieś to się we mnie zablokowało i czekało, aż to dojrzę. W końcu scenariusz studia – etat, były mi wdrukowane.

Pracowałam dalej. Było coraz ciężej, bo miałam dużo pracy i miliony bodźców każdego dnia. Pracowaliśmy szybko, energicznie i było fajnie. Bardzo angażowałam się w życie firmy, chciałam też coś wnieść od siebie. Aż zaczęłam czuć, że się wypalam, bo daję dużo, a jakoś niewiele tej energii dostaję w zamian. Zaczęłam zauważać, że coraz bardziej robię się rozdrażniona rozmawiając z ludźmi w pracy. Miałam tak przepełnioną głowę, że każde „Kaja, czy mogłabyś sprawdzić…?” albo „Czy zrobiłaś już…?” zaczęło mnie doprowadzać do szewskiej pasji.

Robiłam się coraz bardziej poirytowana. Aż pewnego dnia, jedząc obiad, zaczęłam płakać. Płakałam i płakałam, koledzy z pracy nie wiedzieli co się dzieje i przechodzili obok zaniepokojeni, a ja nie mogłam przestać, czułam jak odeszły mi wszystkie siły. Później się zwolniłam do domu. Przed tydzień pracowałam zdalnie, ponieważ mogłam wykonywać swoje obowiązki, ale każda interakcja ze współpracownikami, była dla mnie takim obciążeniem, że nie byłam w stanie przychodzić do biura.

Interwencja była jednorazowa i w momencie, gdy byłam najbardziej przeciążona psychicznie, dlatego nie miałam nawet siły o tym rozmawiać. Nikt więcej do tego tematu nie wrócił po moim powrocie. Jakby moje załamanie się rozpłynęło, bo…przecież było znowu mnóstwo pracy i trzeba było iść dalej. Praca, która była moją pasją obrzydła mi do tego stopnia, że próbowałam jeszcze dwa razy wrócić do branży i zawsze kończyło się to fiaskiem. Tłumaczyłam to znudzeniem, brakiem zainteresowania, zmianą podejścia do życia. Dopiero teraz zrozumiałam co mnie spotkało i nie spodziewałam się, że taki stan nazywa się wypaleniem zawodowym.

WYPALENIE ZAWODOWE

Wypalenie zawodowe najczęściej opisuje się jako stan wyczerpania cielesnego, duchowego lub uczuciowego. Jego początki bardzo trudno dostrzec. Ten proces zaczyna się bardzo powoli i niezauważalnie, a ujawnia się nagle i z dużą siłą. Objawy mają ogromny wpływ na życie zawodowe, czas po pracy, relacje ze znajomymi, związki partnerskie i funkcjonowanie w rodzinie. Często wiąże się to z zachowaniami unikowymi (coraz częściej spóźniasz się do pracy), myślami o ucieczce („chcę wyjechać chociaż na pół roku, może na Filipiny? Będę pracować za barem i grzać się na plaży”) lub awersją (po prostu wszystko Cię wk*rwia i zaczynasz nałogowo stękać i narzekać).

W końcu zrezygnowałam z pracy i w tym czasie też mocno odizolowałam się od ludzi. Wpadłam w dołek, ale ciągle obsesyjnie machałam rękami, żeby się wykopać. Presja, którą sobie sama narzuciłam, pogrążała mnie jeszcze bardziej.

JAK SOBIE Z TYM RADZIĆ?

Porozmawiać ze specjalistą. Podobno lekarze w Polsce bardzo dobrze radzą sobie ze zdiagnozowaniem wypalenia zawodowego. Ostatnio usłyszałam żarcik, że to dlatego, że sami dobrze znają ten stan. Poza tym można porozmawiać z psychologiem lub coachem, który specjalizuje się w tych obszarach.

Lekarz pilnuje, byś bardzo powoli dochodził do siebie i się zregenerował. Katarzyna Skoczek, która wypowiadała się w audycji, mówiła, że pierwsze 2 miesiące przespała. Nie spodziewała się, że w ogóle można spać tyle godzin.

To bardzo ważne, żeby być pod czyjąś opieką, ponieważ regeneracja nie może kończyć się z pierwszym uczuciem „O, już jest OK”. Ufając specjaliście ważne jest, żeby podążać za jego wskazówkami. Taka regeneracja może trwać nawet pół roku. W tym czasie zaleca się nie planowania przyszłości i zamartwiania tym, co będzie. Ja robiłam to ciągle, bo przecież MUSIAŁAM znaleźć alternatywę dla pracy. W takim amoku jednak nie byłam w stanie wybrać dobrej ścieżki – działałam pod własną presją i trochę otoczenia. No bo „co dalej?” to pytanie – bumerang. Wraca do nas non stop, jak nie w postaci zmartwionego partnera i przyjaciół, to w postaci wewnętrznego krytyka.

Jednak to nie jest moment na planowanie strategii. W czasie wypalenia zawodowego (lub po prostu życiowego, bo to zdarza się równie często), Twój organizm nie jest w stanie decydować i zmobilizować się do działania na swój zdrowy sposób. Potrzebuje chwili oddechu, gdzie Twoje myśli nie krążą wokół przyszłości.

Pamiętam, jak powtarzałam często „ja już nie mam siły tego wszystkiego pchać sama do przodu, niech mi życie podsunie rozwiązania samo”. Teraz wiem, że nawet jakby się podsunęło, to bym z tego w pełni nie skorzystała – osoba wypalona czuje, że CHCE ale NIE MOŻE. Organizm jeszcze nie jest gotowy na zmiany, a ja ciągle się na nie wystawiałam.

Jeżeli jednak jest Ci trudno od razu pójść do specjalisty, znajdź zaufane osoby w swoim otoczeniu lub skontaktuj się z Fundacją Slow Lafj (http://slowlajf.org.pl/) przeciwko wypaleniu zawodowemu. Z tego co widzę, fundacja zwolniła tempa, ale możliwe, że ciągle można pozostać w kontakcie z jego założycielkami.

KURNA, MASZ PRZERĄBANE

Dziś już rozumiem, co przeżyłam. I wiesz co? Opłakałam samą siebie. Bo mimo dobrych chęci, nikt nie potrafił mi pomóc – po prostu sama nie wiedziałam, do kogo się z tym zwrócić.

Czułam się osamotniona w moim poczuciu winy, że coś jest ze mną nie tak i jakoś inni sobie radzą. Całą winę zrzucałam na siebie i swoje podejście. Potrzebowałam kogoś, kto stanie się moim drogowskazem i powie: „Kurna, masz przerąbane. Masz zrobić sobie urlop od życia na najbliższe 3 miesiące”. Podświadomie marzyłam o takim przyzwoleniu, ale sama nie potrafiłam go sobie dać.

Jeżeli to co piszę, jest Ci choć trochę bliskie – nie zwlekaj z szukaniem pomocy. Nie musisz dojść do sytuacji pod ścianą, w której bezradność Cię obezwładnia. Można zacząć pomagać sobie wcześniej, gdy jeszcze jest co zbierać. Wypalenie jest już punktem krytycznym, wyczerpaniem, w którym jest bardzo ciężko stanąć na własne nogi. Przyznaj się, że jest Ci ciężko i pozwól, żeby ktoś się Tobą zaopiekował.

Przyznanie się do słabości jest prawdziwą siłą.

 

You Might Also Like

  • Dosei

    Czytając opis Twoich odczuć miałam wrażenie, że czytam o sobie. Ja miałam długo taki okres. Do tego co opisałaś doszło jeszcze takie coś, że coraz trudniej było mi wstać z łóżka, robić cokolwiek (nie tylko pracować), płakałam dużo. Ostatni szef też swoje dołożył bo potrafił mnie zniechęcać i to mocno. W sumie czuję dopiero teraz po 1,5 roku zwolnienia mnie z tej firmy, że dochodzę do siebie. Ale jeszcze nie jest tak jak być powinno. Nie umiem się już tak zaangażować jak kiedyś.